relazioni/relacje

4F05A2E5-D07E-45B0-AEE6-385893522698

PL

Relacje tak łatwo je nam zaburzyć, tak trudno odbudować. Po tym jak odebrano mi synka nasze relacje zostały diametralnie zaburzone. Mały człowiek ( w wieku trzech i pół roku) został oderwany od piersi z dnia na dzień, pozbawiony najważniejszej osoby w jego dotychczasowym małym świecie. Wybudzony po podróży samolotem, wbity w nową rzeczywistość, bez roli matki.

W listopadzie dwutysięcznego dziewiątego roku ( minęły cztery miesiące) podjęłam decyzję  o powrocie do Włoch by odbudować więź i relacje z synem. Postawiłam wszystko na jedną kartę i gdybym miała podjąć taką decyzję jeszcze raz, zrobiłabym to samo co dziewięć lat temu. Syn w tym okresie i jeszcze przez wiele miesięcy będzie nazywać mnie terminem „babcia”, pewnie na babcię mówił „mama”.

Podjęłam pracę poniżej moich kwalifikacji, która nie przynosi mi żadnej satysfakcji ale potrzebna jest do realizacji planu, planu na życie, stabilizacji, poczucia bezpieczeństwa dla mnie i mojego syna. Duma poszła na bok.Ambicje zawodowe, plany na przyszłość rozprysły się jak mydlana bańka.Postanowiłam ponieść wszystkie konsekwencje.

Moje życie bez syna nie miało żadnego sensu.

Trudno było żyć w społeczeństwie gdzie steorotypowo to matka mieszka z dzieckiem, to matka zajmuje się dzieckiem,to matka jest przy dziecku gdy jest chore,to matka chodzi na wywiadówki. Przez lata dusiłam tę tajemnicę w sobie, udając przed społeczeństwem, że jestem taka jak inne matki.Wstydziłam się strasznie.Bałam się reakcji otoczenia, wielokrotnie wracając sama do domu było mi przykro że nie mogę odebrać syna ze szkoły bo dzieli nas dwieście pięćdziesiąt kilometrów.Wścibskie pytania z otoczenia za każdym razem były jak cios, wprawiały mnie w zakłopotanie.Czułam się najgorszą matką na świecie.

8F4A75B4-0ECB-498E-B52A-1D08B5B56B12

Regularne wizyty co dwa tygodnie przez ostatnie dziewięć lat, zbliżyły nas do siebie małymi nie pewnymi krokami. Nawiązałam relację ze szkołą.Na ostatnim przedstawieniu jasełkowym ryczałam  jak bóbr.

IT

Relazioni cosi facile rovinare e nel lo stesso tempo così difficile a ricostruire. Dopo che mi hanno portato via mio figlio la nostra relazione è stata decisamente alterata.Il piccolo uomo(età di tre anni e mezzo) dopo la separazione e staccamento all’improvviso da all’asta,è to materno da giorno a giorno,privo dalla figura materna, la persona più importante nel piccolo mondo di un bambino.Risvegliato dopo il viaggio in aereo ,li tocca adattarsi alla nuova realtà senza sua mamma.

A novembre del due molla nove ( sono passati quattro mesi) prendo decisione di tornare in Italia, per ripristinare la relazione con figlio.Ho giocato tutto su una carta e se dovrei prendere simile decisione per la seconda volta lo rifarei stessa identica mossa che nove anni fa.Il mio figlio per prossimi mesi mi chiamerà con termine “ nonna” e probabile la nonna chiama “mamma”.

Ho preso un impiego  in una azienda sotto le mie qualifiche ed esperienza, quale non mi porta nessuna soddisfazione, ma è necessaria per realizzare piano, il piano della vità,la stabilizzazione,il senso della sicurezza per me e figlio. Il orgoglio va da parte.Ambizioni professionali, piani per il futuro si sono scoppiati in un attimo come una bolla di sapone.Ho preso decisione di assumermi tutte responsabilità.

La mia vita senza mio figlio non aveva nessun senso.

È difficile vivere in una comunità dove i steorotipi sono quelli :è la mamma vive con figli,è la mamma si prende cura del suo bambino, è la mamma sta vicino ad un bambino malato, è la mamma che va hai riunioni di scuola, è la mamma…

Per tanti anni me lo tenevo tutto per me come un segreto, faciendo finta d’avanti comunità che sono uguale ad altre mamme.Mi vergonavo tanto. Avevo paura, delle reazioni di comunità, spesso tornando da sola a casa ero dispiaciuta che non posso prendere figlio dalla scuola perché distiamo a duecento cinquanta chilometri uno da altro.Le domande delle persone indiscrete mi ferivano come una coltellata e mi mettevano a disagio.Mi sentivo una mamma più cattiva nel mondo.

Le regolari visite ogni quindici giorni per ultimi nove anni ci hanno permesso di avvicinarsi con piccoli passi.Ho creato una relazione con la scuola.Ad ultima recita di Natale stavo piangendo come una bambina.

c’est la vie/prendila come viene/takie to życie

PL

Zamiłowanie do sztuki ogónie pojętej mój syn wyssał z mlekiem matki.Pierwszą wizytę w kinie zafundowałam mu jak skończył rok. Z zadziwieniem wszyscy patrzyli jak siedzi jak truśka wpatrzony w olbrzymi ekran kinowy…Potem tak bardzo chciałam go zabrać na spektakl dla dzieci do teatru w Kaliszu ale już nie zdążyłam.. Dwudziestego pierwszego lipca dwutysięcznego dziewiątego roku Leonardo z tatą opuścił Polskę.

Kiedy osiedliłam się ponownie we Włoszech odkryłam teatr S.Anna Gli Alcuni w Treviso i to tam spędzaliśmy niedzielne popołudnia.

Kilka lat później styczność ze sztuką przenieśliśmy do teatru Momo w Mestre.

Potem już były koncerty fortepianowe i wystawy.

A kilka dni temu odkryłam nową pasję syna – rysunek ogromnie mnie to cieszy.

Dlatego chciałabym podkreślić że warto poświęcać czas dzieciom i uwrażliwiać ich na sztukę.

Mamy dwa karnety kinowe jedno do multisali ( to karnet “synowy”) to on wybiera repertuar i drugi mój osobisty do kina Edera. Kino Edera przypomina mi moje ukochane kino Cytryna w Łodzi w którym na zmianę z Teatrem Nowym spędzałam wszystkie wolne chwile. To kino charakterne , ambitne, niszowe. Trzy sale “mała”(na około pięćdziesiąt osób) bardzo kameralny klimat zdażyło mi się oglądać film siedząc na schodach, sala jeden, sala dwa to moja ulubiona sala. Wystrój wnętrz nieodzownie przypomina wczesne lata osiemdziesiąte ? Coś w tym klimacie. Przed rozpoczęciem projekcji na ekranie pojawia się gwiazda i wszystkie miasta w Europie które są kinami niszowymi no i pojawia się Łódź,Warszawa i jakoś tak cieplej na sercu się robi…

Ostatnio skończył nam się abonament w multikinie i postanowiłam zabrać Leona do kina Edera na film Erica Toledano i Oliviera Nakache zatytułowany w originale C’est la vie/ Le Sens de la fête reżyserzy kultowego filmu Nietykalni. Film grali w mojej ulubionej sali sala dwa tylko, że zapomniałam wyjaśnić Leonardo, że miejsca nie są numerowane i lepiej pojawić się wcześniej by zająć te w górnych rzędach!Zrobiłam awanturę chłopakowi że przypadł nam 2 rząd i film mieliśmy oglądać na pół leżąco!Na szczęcie film był tak dobry że niewygodne miejsca same się obroniły a młodzieńca po prostu przeprosiłam ( jeżeli chodzi o sztukę mam wybuchowy charakter).

To teraz o filmie.Ekspert od planowania ślubów, Max ma do zorganizowania wesele w historycznej willi z siedemnastego wieku.Niestety marzenia o idealnym dniu ślubu pryskają w jednej sekundzie : arogancki i nadęty pan młody , niezdyscyplinowany grajek weselny,wybuchowy charakter współpracownicy,były nauczyciel dotknięty depresją w roli kelnera,nietrafione zastępstwo jednego z kelnerów przez laika i na koniec fotograf szarlatan.Max musi znaleźć złoty środek na to żeby wesele udało się dopiąć na ostatni guzik,niestety wszystko idzie w całkiem innym kierunku!

Eric Toledano wraz z Oliwierem Nakache to niezastąpiony duet.Wiedzą jak połączyć żart,momenty refleksji, jak je dozować widzowi w odpowiednich odstępach.Dyrygują do perfekcji nie zostawiając żadnej roli rozmytej, rozmamłanej, każda rola w tym filmie ma swój “świecznik” w odpowiednim momencie.Opowiadając nam historię wesela lub trochę jego karykatury jako dzień bez skazy , perfekcyjny, jedyny,nie powtarzalny z dozą ironii.Obok Jean Pierre Bacri w roli Maxa starego i zrzędliwego szefa musimy pamiętać o Gilles Lellouche w zniewalającej roli nie modnego grajka , Jean-Paul Rouve w roli fotografa żarłoka i szukającego przygód damsko-męskich…

Podsumowując lekkie komediowe kino francuskie na najwyższym poziomie, kto widział film “Nietykalni” i mu się spodobał na C’est la vie będzie się śmiał do rozpuku ale wychodząc z sali nasunie mu się refleksja i może nabierze dystansu do tego “najważniejszego dnia w życiu” do którego często przygotowujemy się nadęci emocjami…Na dzień dzisiejszy nie znalazłam na kanale you tuba zwiastun filmu w języku polskim, mam nadzieję że mimo wszystko nie długo pojawi się ten fantastyczny film w polskich salach kinowych.Dla czytelników władających językiem francuskim oczywiście zachęcam do obejrzenia w oryginale.

IT

La passione verso l’arte in genere mio figlio ha succhiato con latte della madre. La prima visita glielo regalato dopo poco che ha compiuto un anno. Con tanta adorazione lo guardavano le persone, era silenzioso e tatto una cosa improponibile per un bambino di sua età guardava grande schermo …Poi volevo tanto portarlo a vedere lo spettacolo per i bambini a teatro in Kalisz ma non ho fatto tempo…ventuno luglio anno due mille nove Leonardo con papà ha lasciato la Polonia.

Quando mi sono stabilità di nuovo in Italia lo scoperto teatro S.Anna Gli Alcuni a Treviso e li abbiamo passato numerosi pomeriggi domenicali.

Qualche anno dopo ci siamo trasferiti con le gite domenicali presso teatro Momo a Mestre.

Poi concerti di pianoforte e mostre.

Qualche giorno fa ho scoperto la nuova passione del figlio – disegno mi da tanta gioia.

Vorrei sottolineare che vale pa pena a dedicare tempo ai nostri bambini e sensibilizzarli ad opere d’arte.

Abbiamo due abbonamenti cinematografici di cui uno alla multisala ( è abbonamento del figlio) qui scelta lascio a lui e secondo mio personale presso cinema Edera. Cinema Edera mi fa ricordare mio cinema Limone a Łódź dove assieme al Teatro Nowy passavo mio tutto tempo libero.Il cinema con carattere,ambizioso, di nicchia. Tre sale “piccolo” ( per circa cinquanta persone) molto intimo il clima mi è capitato vedere il film seduta sulle scale, sala uno, sala due la mia preferita.L’architettura d’interni necessariamente unito credo ai anni ottanta?Qualcosa così. Prima di iniziare proiezione su grande schermo compaia una grande stella circondata dai nomi di tutte città in Europa che aderiscono a quel tipo del cinema e viene fuori Łódź, Varsavia e mi emoziono e mi si riempie cuore….

Ultimamente abbiamo esaurito abbonamento del multisala e ho deciso di portare Leonardo al cinema Edera vedere film di Eric Toledano e Olivier Nakache titolato in originale “C’est la vie “/ Le Sens de la fête / Prendila come viene dai registi di un film di culto “Les untouchables” / Quasi amici. La proiezione nella mia sala preferita, sala due però mi sono scordata di spiegare a Leonardo che i posti non sono numerati e meglio presentarsi un’po prima di previsto in modo di pescare i posti più comodi nelle file più alte!L’ho fatto baruffa a ragazzetto perché l’abbiamo beccato posti nella seconda fila dove dovevamo guardare film semi sdraiati sulle poltrone.Per fortuna il film era così fantastico che scomoda posizione mi ha fatto passare rabbia e lo chiesto scusa a mio giovanotto ( al riguardo della arte ho un carattere infiammabile direi).

Parliamo del trama. Esperto wedding planner, Max deve organizzare un ricevimento di nozze in una villa del diciassettesimo secolo. Il sogno di una giornata perfetta svanisce subito: sballottato tra uno sposo arrogante, un cantante fuori moda, indisciplinato, una collaboratrice irascibile, un ex insegnante depresso nel ruolo del cameriere, un sostituto cameriere impreparato e un fotografo cialtrone, povero l’uomo deve trovare il miglior equilibrio per realizzare sta festa che sembra andare alle pallottole.

Eric Toledano assieme ad Olivier Nakache sono perfetta coppia di movie planner.Dirigono il film con consapevolezza di sapere mescolare l’umorismo, la riflessione ma nel lo stesso tempo sono capaci di dosare con giusta quantità. Non tra lasciando nessun ruolo nessun protagonista sfuocato, ogni ruolo ha suoi ” cinque minuti” e su ” la candela ” . Raccontandoci la storia di un matrimoniale o come preferisci caricatura del giorno più importante della vita senza alone , perfetto, unico con giusta dose d’umore e ironia. Accanto Jean Pierre Bacri , un Max tenero e burbero, ricordiamo almeno Gilles Lellouche, irresistibile nei panni del cantante fuori moda, Jean-Paul Rouve in quelli del fotografo in cerca di cibo e avventure…

Riassumendo leggero cinema francese ad alto livello, chi ha visto “Quasi Amici ” e li è piaciuto può andare su sicuro vedere ” Prendila come viene” assisterete una serata delle sane risate ma uscendo dalla sala cinematografica vi viene qualche riflessione e forse acquisite la giusta distanza al riguardo sto famoso ” il giorno più importante della vita” dove spesso ci prepariamo pieni di emozioni spesso superficiali …Oggi come oggi non lo trovato su canale you tube trailer in lingua polacca spero che un film così buono arriverà nelle vostre sale cinematografiche tra poco e potrete godervi due ore di sane risate.Per i miei lettori con sapienza della lingua francese propongo di vedere in originale.

początek/inizio

Dziś chciałabym się przywitać z Wami i opowiedzieć o czym będzie blog zatytułowany „rozłączność” w języku włoskim separazione.

Będzie o życiu na emigracji , życiu po konwencji haskiej, życiu matki weekendowej.

Poruszę wątki kina,biegania,gotowania i mojej filozofii życiowej.

Spróbuję poprowadzić go w dwóch językach moim rodzimym języku polskim i w języku włoskim ( mam nadzieję że czytelnicy włoscy jeśli takowi pojawią się wybaczą niedoskonałość językową).

Zapraszam serdecznie do czytania , a tym czasem zmykam do garów bo za kilka godzin przyjeżdża syn na pierwszy weekend w tym roku!

Continua a leggere “początek/inizio”